Prezenty gwiazdkowe inne niż wszystkie

Od ostatnich Świąt minęła już chwila, a ja dalej dość często wracam myślami do pewnego prezentu, który otrzymałem i mam przeczucie graniczące z pewnością, że będzie to jeden z tych prezentów, o których długo nie zapomnę. Nie był jedyny w tym roku – od Świąt cieszę się jeszcze z dwóch książek. Liczyłem, że znajdę je pod choinką i tak się stało! Nie mogę jednak powiedzieć, że trafią na „listę prezentów gwiazdkowych innych niż wszystkie“.

O jaką listę mi chodzi? To proste; o prezenty gwiazdkowe, które z jakiegoś powodu zapadają nam w pamięć. Które wyróżniają się z masy tych, jakże przydatnych, portfeli, skarpetek, książek, kosmetyków itp. Za którymi kryje się jakaś historia, która ma swoje miejsce w naszej pamięci. Które otrzymaliśmy albo którymi my sami kogoś obdarowaliśmy.

Na mojej „liście prezentów gwiazdkowych innych niż wszystkie” nie ma zbyt wielu pozycji, ale sam jej tytuł wskazuje, że niekoniecznie taka lista musi być obszerna. Chcę podzielić się z Tobą moją listą i historiami, które wiążą się z jej pozycjami:

  1. Nie pamiętam, ile dokładnie miałem lat, ale myślę, że około dziesięciu. Gdzieś na początku grudnia uznałem, że i ja zostanę Gwiazdorem (tak, u nas chodzi Gwiazdor – moja mama pochodzi z Wielkopolski). Powiedziałem o tym mamie i wspólnie wybraliśmy się na poszukiwanie idealnego prezentu dla każdego członka rodziny, który 24 grudnia miał być obecny na Wieczerzy Wigilijnej. Poszukiwania nie trwały zbyt długo – jakieś 150 metrów od naszego mieszkania przy Jedności Narodowej we Wrocławiu była „od zawsze” taka mała drogeria (ktoś pamięta?), gdzie można było kupić (prawie) wszystko to, co teraz znajdziemy w wielkopowierzchniowych sieciówkach (a przynajmniej wchodząc do środka takie wrażenie można było odnieść).Wybór padł na gąbki do mycia ciała; świetne, w różnych kolorach! Naprawdę się cieszyłem, że takim wspaniałym prezentem obdaruję najbliższych. Razem z mamą po powrocie do domu zajęliśmy się pakowaniem „moich prezentów” i potem już pozostało tylko czekać na pierwszą gwiazdkę 24 grudnia. Chyba nigdy później nie czekałem aż tak bardzo na czas otwierania prezentów – tym razem czekałem bardziej na reakcję obdarowanych tymi wspaniałymi gąbkami niż na prezenty dla mnie! Dość powiedzieć, że gąbki to jedyne prezenty, który pamiętam z tej Wigilii. Gdybyś zapytał mnie o prezenty dla mnie, to odpowiedź byłaby tylko jedna: „Nic nie pamiętam, czarna dziura!”
  2.  Drugi prezent na liście to również prezent, a właściwie seria prezentów, gdzie to ja (tym razem już wspólnie z Kasią, moją żoną) występowałem w roli Gwiazdora. Było to niedługo po naszym wspólnym zamieszkaniu, sporo wydatków się ponakładało na siebie i budżet na prezenty był mocno okrojony.W ruch musiała pójść inwencja i podobnie jak w przypadku „trójkątnego pudełka z pocztówek” (jeśli chcesz poznać historię tego pudełka, daj znać w komentarzu!) z efektu byłem bardzo zadowolony. Udaliśmy się z Kasią do Ikei, gdzie dla każdej rodziny, którą chcieliśmy obdarować nabyliśmy kartkę z miłym dla oka obrazkiem, do niej drewnianą ramkę i dodatkowo zestaw farb, którymi po powrocie do domu udekorowaliśmy każdą ramkę w inny sposób. W ten sposób prezenty, choć drobne, stały się unikatowe – wszyscy dostali jedyny w swoim rodzaju obrazek, a przynajmniej dwa z nich dalej wiszą na ścianach u obdarowanych (po prawie 20 latach od tamtej Wigilii!).Również z tego roku nie potrafię wymienić choćby jednego prezentu, który to ja dostałem… A frajda ze wspólnego tworzenia czegoś i spędzania razem czasu nad „produkcją prezentów” – niezapomniana!
  3.  Trzecim prezentem z mojej listy jest (w końcu) coś, co ja dostałem – gra Football Manager 2016 (czyli łatwo ustalić, sprzed ilu lat jest ta historia). Dlaczego ten prezent trafił na moją listę? Kilka lat temu „napisałem list do Gwiazdora” i moje życzenie się spełniło. Bardzo chciałem powrócić do czasów podstawówki i liceum, kiedy to dość sporo czasu spędzałem przy komputerze, nie licząc godzin poświęconych na gry komputerowe (najwięcej sportowych, ale wciągały mnie też przygodówki).W latach 80-tych i 90-tych XX wieku grafika w grach nie porywała (ujmując rzecz eufemistycznie), bo czasami kilka kresek wystarczyło, żeby wykreować bohatera gry, którym się godzinami sterowało i towarzyszyło mu w jego przygodach, ale liczył się ten magiczny świat za ekranem telewizora (a później monitora).I właśnie do tego świata chciałem powrócić po niemal 20 latach. Grafika w grze: super! Silnik gry: super! Wrażenia: super! Słowem, wszystko super! Od 26 grudnia do 14 stycznia grałem każdego dnia, czyli jak za dawnych, dobrych czasów, ale… Potem okazało się, że jest robota pilna do skończenia, a potem następna, i jeszcze następna. A do tego jeszcze cała masa filmów edukacyjnych, książek biznesowych i rozwojowych, podcastów i tym podobne. No i okazało się, że 14 stycznia 2017 roku grałem w Football Managera 2016 po raz ostatni (jak do tej pory).Z tego prezentu nasunął mi się taki wniosek: czasami powrót do wspomnień sprzed lat pozwala nam przekonać się, że dziś jesteśmy kimś innym niż kilka(naście) lat wcześniej, inne rzeczy nas interesują, na inne rzeczy chcemy poświęcać czas. Bo nie oszukujmy się, gdybym rzeczywiście cały czas czerpał tak wielką przyjemność z grania, to po pierwsze nie miałbym tak długiej przerwy, a po drugie znalazłbym na granie czas (kosztem innych rzeczy). Na to, na czym nam naprawdę zależy, wygospodarujemy czas, bo twierdząc „nie mam czasu!” tak naprawdę mówimy „to nie jest coś, co w mojej głowie ma priorytet i jest dla mnie naprawdę ważne!”Dzięki temu prezentowi dowiedziałem się zatem, że być może kiedyś powrócę do gier, ale na ten moment znajduję inne sposoby spędzenia czasu i do gier mnie aż tak nie ciągnie (chociaż elementy grywalizacji dalej lubię – na przykład w formie porównania wyników ze znajomymi w różnych aplikacjach albo odcinek Czarnego Lustra (Bandersnatch) z Netfliksa (oglądałem grając przynajmniej kilka razy, żeby poznać różne zakończenia tej samej historii).
  4. Ostatni (jak dotychczas) prezent z listy, to właśnie ten z Wigilii 2019, który sprawił, że powstał ten wpis. Zdjęcie tego prezentu widzisz powyżej – to karta stylizowana na kartę bohatera z gry Talisman (kiedyś, w latach 90-tych XX wieku została wydana w Polsce pod tytułem „Magia i Miecz”). Michał, mój Siostrzeniec, przygotował takie karty bohatera dla wszystkich członków rodziny, wkładając w to dużo pracy i inwencji, wykazując się przy tym godnym pozazdroszczenia zmysłem obserwacji – dla każdego obdarowanego wybrał takie cechy i „specjalne zdolności”, które trafnie opisują „bohatera”. A przy tym to przecież „karta bohatera”, więc nie wszystko z opisu trzeba brać całkiem na serio!Ta karta zapadnie mi (właściwie już zapadła) w pamięć jeszcze z innego (myślę, że dla Michała całkiem nieoczekiwanego) powodu. Michał wybrał bowiem zdjęcie ze swojej osiemnastki, a sposób, w jaki siedzę, bardzo przypomina mi (i wiem na pewno, że nie tylko mi) mojego Tatę, który miał w zwyczaju siadać dokładnie w ten sposób. Uderzające podobieństwo. Michał, dzięki też za to przypomnienie! Nie pamiętałem tego zdjęcia 🙂

A Ty? Czy masz też taką listę? Nawet taką, na której znajduje się tylko jeden prezent? Chętnie się o tym dowiem. Zostaw komentarz poniżej!

Powiązane posty

Licho nie śpi – również na Whatsappie… Zachowaj czujność, żeby i Ciebie nie dopadło!

Jeszcze raz dla Frankowiczów: hipotecznywefrankach.pl albo jafrankowicz.pl

Jak prawie zostałem „Kobietą Asertywną”

Wypadek na przejeździe, eksperymenty społeczne i potęga informowania

Rafał Długosz


Cześć, nazywam się Rafał Długosz

1. Tłumaczę (z niderlandzkiego i angielskiego).
2. Pomagam Frankowiczom.
3. Gram amatorsko w piłkę nożną.
4. Jestem "psiarzem". Miałem kiedyś takiego jednego labradora Stefana - Patologicznego Optymistę.

5. Lubię pomagać... i dlatego piszę.

6. Moimi Czytelnikami są osoby, które chcą się rozwijać i wymieniać doświadczeniami.

Więcej o mnie tutaj

Rafał Długosz

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}
>